wtorek, 10 stycznia 2012

Niemiec jest niemcem


Niemcy mają jakoś tak, że bardzo lubią się ze sobą witać. Serwują sobie, niezależnie od tego czy się znają, jakieś takie jakby hamerykańskie „hi!”, tylko że „hallo!”. Przyjechała jakiś czas temu do Polski grupka młodych Niemców i mocno zaskoczyło ich to, że Polacy tego nie robią. Zapytali więc zdziwieni, kiedy w takim razie należy się u nas przywitać z bliźnim? Bez namysłu odpowiadam: „gdy go znasz lub czegoś od niego chcesz”.

Poza tym bardzo nie podoba im się nazwa „Niemcy”. Od początku jakoś im to nie leżało, więc nie miałam wyrzutów sumienia tłumacząc, że słowo pochodzi od określenia „niemy” i za takich też ich w zamierzchłych czasach Słowianie uważali. Dodam jeszcze, że z kolei słowo „Szkop” wzbudza wśród Niemców powszechną radość i bardzo im się podoba, więc nie wiem skąd przypuszczenie, że można nim kogokolwiek obrazić.

piątek, 6 stycznia 2012

Bolesne przeżycia


Przywiozłam sobie radio. Obiecałam, że będę słuchać niemieckich stacji celem nauki języka, dopóki nie pojawi się Rihana lub coś innego, na co stwierdzono u mnie poważną alergię. Niestety trafiłam na radio, w którym puszczają głównie jakieś niemieckie piosenki, a to nie daje mi odpowiedniego pretekstu do jego unieszkodliwienia szybkim, acz mocnym uderzeniem o ścianę. Na szczęście spikerzy w chwilach wolnych od niemieckiej muzyki mówią głównie o pogodzie, więc mogę szczycić się wysokim poziomem zrozumienia tekstów mówionych.

Dowiedziałam się, że ten wiatr i deszcz, z którymi mam tu od kilku dni do czynienia, to wichury szalejące w całym regionie i wiatr osiąga prędkość ponad 100 km/h. Wczoraj jechałam po pracy na zakupy, byłam w pobliżu wejścia na plażę, więc pomyślałam, że pójdę chociaż raz zobaczyć sztorm. Poświęcenie było niemałe, bo wysiadłam z auta pomimo przeziębienia, ciemności i kawałka lasu, w którym mogą być dziki i latające gałęzie. Przeszłam te 500 m lasu i już zaczęłam podejrzewać, że coś jest pod górkę, bo na parkingu wiatr urywa głowę, a w lesie nie nawet nie próbuje. Wyszłam na plażę, a tam ani śladu po jakiejkolwiek wichurze! Morze spokojnie sobie pluska jak gdyby nigdy nic, bez choćby najmniejszej fali, falki, faluni! Wróciłam więc na wietrzną stronę lasu, nieskalana żadną spadającą gałęzią, patykiem lub choćby szyszką, ani nawet nie obwąchana przez żadnego dzika.

Odwiedził mnie dziś Herr Dyrektor. Przyszedł, uścisnął dłoń, powiedział „dzień dobry” i wyszedł. Początkowo myślałam, że to może taki jakiś wyraz uprzejmości, szacunku i Bóg wie czego. Teraz dotarła do mnie brutalna prawda: on po prostu pomylił gabinety.

środa, 4 stycznia 2012

Walka z niemieckim

Ł: - Kupiłaś sobie jakiś podręcznik do nauki niemieckiego?
A: - Tak, niedawno przyszedł. Nawet już go dotknęłam! Ale tak delikatnie, aby nie za bardzo, a właściwie to podźgałam tylko patykiem
Ł: - Czyli rozpoznajesz przeciwnika przed walką, ale bez ofensywy.
A: - Dokładnie. Może nawet zaryzykuję, podejdę na tyły wroga i zasięgnę języka.
Ł: - Czyli?
A: - Przewertuję tę książkę. Wczoraj zrobiłam wszystkie tłumaczenia, więc należy mi się chwila wytchnienia, prawda?
Ł: - A to co dziś robisz…?
A: - Zbieram się w sobie i gotuję do walki.
Ł: - Czyli nic.
A: - Nie bądź bezczelny!

piątek, 23 grudnia 2011

Czajnik

Tzw. "blogerów" opanowała jakaś mania pisania świątecznych postów. Zazwyczaj składają mniej lub bardziej wydumane życzenia lub trajkoczą o tym, jak bardzo nie lubią świąt. Aby być kul i trendi narysowałam to, co kojarzy mi się z domem rodzinnym, do którego przybyłam celem zjedzenia karpia. I jeszcze żarówkę muszę nabyć, bo mi się spaliła w pustelni i nie ma gdzie kupić. W każdym razie może się to wydać dziwne, ale jak dla mnie zimą, stojący na gazie czajnik, służy głównie do grzania sobie nad nim dłoni i nosa.

czwartek, 1 grudnia 2011

Rozmowy z Niemcami


Rozmawiałam z taką jedną Frau na temat mniejszości narodowych. Niemal z oburzeniem przyjęła fakt, że w Polsce praktycznie nie ma muzułmanów. Aby ją pocieszyć powiedziałam, że za to w latach 90-tych było u nas sporo Cyganów, ale teraz gdzieś poznikali. Ona na to wyszczerzyła zęby od ucha do ucha i mówi: „Pewnie do Francji pojechali!”. Niby tacy poprawni politycznie, a jednak miewają ludzkie odruchy.
Inną Niemkę, podczas wypełniania jakichś papierów, mocno skonfundowało moje lekceważące podejście do biurokracji, przejawiające się w pytaniach typu: „To naprawdę takie ważne? A kto to będzie potem czytać?!”. Ostatecznie pomogła mi wypełnić rubryki naciągniętymi danymi, ale bardzo ciężko to przeżyła, sądzę, że jeszcze długo będzie miała traumę.
Raz też wdałam się  w gadkę z jakimś Niemcem. Konwersacja nie trwała jednak długo, bo powiedziałam, że jego pies jest gruby i brzydki. Pan się chyba obraził. Ja na tej pustelni naprawdę zdziczałam.