Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 stycznia 2012

Niemiec jest niemcem


Niemcy mają jakoś tak, że bardzo lubią się ze sobą witać. Serwują sobie, niezależnie od tego czy się znają, jakieś takie jakby hamerykańskie „hi!”, tylko że „hallo!”. Przyjechała jakiś czas temu do Polski grupka młodych Niemców i mocno zaskoczyło ich to, że Polacy tego nie robią. Zapytali więc zdziwieni, kiedy w takim razie należy się u nas przywitać z bliźnim? Bez namysłu odpowiadam: „gdy go znasz lub czegoś od niego chcesz”.

Poza tym bardzo nie podoba im się nazwa „Niemcy”. Od początku jakoś im to nie leżało, więc nie miałam wyrzutów sumienia tłumacząc, że słowo pochodzi od określenia „niemy” i za takich też ich w zamierzchłych czasach Słowianie uważali. Dodam jeszcze, że z kolei słowo „Szkop” wzbudza wśród Niemców powszechną radość i bardzo im się podoba, więc nie wiem skąd przypuszczenie, że można nim kogokolwiek obrazić.

niedziela, 2 października 2011

Kultura


Lubię moje odludzie. Jestem tu sama, a mam co robić właśnie dzięki temu, że to zadupie jakich mało. Mogę sobie pojeździć rowerem, połazić po bezdrożach, poleżeć z książką na zielonej trawce bez obaw, że przyczepi się jakaś łajza. Nie wiem tylko jeszcze jakie zajęcia znajdę sobie zimą, może będę codziennie chodzić nad morze i sprawdzać czy przypadkiem nie zamarzło i czy nie dałoby się pójść już do Dani. A w mieście to co bym robiła jako samotny obcokrajowiec? Szlajałabym się po szarych ulicach? Po centrach handlowych? Barach? W mieście to dopiero byłaby nuda! Tutaj mam swoją pustelnię i całkiem niezłe perspektywy aby zostać świętą, bo może i by się pogrzeszyło, ale nawet nie za bardzo jest jak i z kim. Po pięciu latach intensywnego „studiowania” przerzuciłam się na ascetyczny tryb życia, ale czadowo!
 Wczoraj liznęłam trochę kultury, a nawet można powiedzieć, że się tą kulturą nieźle obżarłam, bo za darmochę dostałam bilet na koncert orkiestry symfonicznej. Wszyscy w wieczorowych strojach, więc i ja założyłam wyjątkowo odświętne dżinsy, ani trochę nie wytarte i bez żadnej dziury. Na co dzień, kiedy czuję głód kultury, włączam sobie niemiecką TV. Dziś zaatakowała mnie informacją, że właśnie zaczął się Oktoberfest. Pokazali Bawarczyków w spodenkach do kolan i białych podkolanówkach, którzy radośnie pląsali dzierżąc w dłoniach kufle z piwem. Mnie również udzieliła się ta rozrywkowa atmosfera i zabiłam kilka komarów. Wczoraj natomiast próbowałam oglądać „How I Met Your Mother” z niemieckim dubbingiem po to, aby w mojej hagiografii były też jakieś wzmianki o umartwianiu się.

piątek, 9 września 2011

Pierwszy tydzien na emigracji


Od tygodnia jestem na tej niemieckiej prawie-bezludnej (lub inaczej malo-ludnej) wyspie. Brak polskich znakow sponsoruje niemiecka klawiatura, jaka dysponuje w arbeicie. Wlasciwie to calkiem niezla ta moja praca! Jednoczesnie zaczelam ja i taka jedna Niemka. Niemke od razu poslali do pracy fizycznej, a mi dali caly gabinet na wylacznosc, zlozyli hold z racji tego, ze jestem historykiem (pierwszy raz w zyciu czuje sie z tego powodu dumna!) i zaprosili do pracy intelektualnej. Zostalam juz nawet gwiazda regionalnej telewizji - przyszli raz z kamerami i filmowali jako taka ciekawostke przyrodnicza (patrzcie, ci ze wschodu to juz nie chodza w zwierzecych futrach i nie machaja maczugami!). Na szczescie nie kazali mi nic mowic, kierowniczka troche poopowiadala, ale nie bardzo zrozumialam, czy sa dumni z tego, jak dobra jestem pracownica, czy raczej z siebie, jak bardzo wielkiem milosierdzem wykazuje sie dyrekcja przygarniajac bezrobotnych humanistow z Polski.
Ogolnie to te Szkopy sa calkiem sympatyczne! Chociaz czasem mam watpliwosci, czy te usmiechy to szczere, czy raczej: "Synku, widziales kiedys debilka? O popatrz, tam stoi, usmiechnij sie teraz grzecznie i powiedz hallo!". Na tej wzypie wszyscy sie do siebie ciesza i witaja i ja rowniez zostalam wciagnieta w te kurtuazyjne wymiany uprzejmosci.
Co do niemieckiego to nauczylam sie jednej waznej zasady: jesli nie wiesz, co powiedziec, mow: "ja". Takie "ja" jest zawsze dobrze widziane, a i dzieki temu rozmowca odnosi wrazenie, ze zostal wysluchany i zrozumiany.  Jeszcze jedno: lepiej niz "ich verstehe nicht"*, brzmi: "ich verstehe, aber nicht alles"** Czasem zdarza mi sie poszalec i tez cos powiedziec. Pare razy nawet skusilam sie na jakis maly zarcik sytuacyjny, ale nigdy nie mam pewnosci, czy smieja sie, bo smieszne, czy cos przekrecilam i to wprawilo ich w dobry humor.
Niekiedy prosza mnie o przetlumaczenie na ichniejszy jakiegos krotkiego tekstu z internetu tak, jakby chcieli wiedziec, czy czasem nikt ich nie obraza w sieci. Mam nadzieje, ze nie dostane kiedys kawalka swojego bloga. 

* Nie rozumiem
** Rozumiem, ale nie wszystko