Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2012

Dzień Kobiet po niemiecku


W tym roku postanowiłam nie obchodzić Dnia Kobiet. Mówię stanowcze „nie” temu komunistycznemu pseudoświętu, wypinam się na wszystkie tulipany i goździki niepierwszej świeżości.
No dobra, a tak naprawdę to nie ja nie obchodzę Dnia Kobiet, a raczej on nie obchodzi mnie. Chociaż właściwie to obchodzi, w tym roku obszedł na przykład szerokim łukiem. Myślałam, że Niemcy może nowocześni i się głupotami nie zajmują, ale nie, w radiu trąbią od rana, że dziś Frauentag. W pracy jednak cisza. Dopiero po paru godzinach zorientowałam się, że wszyscy panowie z mojego piętra akurat dzisiaj musieli zostać w domu z powodu choroby lub urlopu. A więc tak Niemcy radzą sobie z Dniem Kobiet! Nadgniłego tulipana co prawda nie dostałam, ale muszę przyznać: chociaż raz zobaczyłam w Niemcach coś na kształt polskiego cwaniactwa i szczerze mnie to urzekło. A tego tulipana to sobie sama zrobię, jak tylko dokończę stojące obok wino.
 - Na zdrowie Dostojna!
 - Na zdrowie!

sobota, 21 stycznia 2012

Lajfstajl

Popadłam w nieroboholizm. To coś jak pracoholizm, z tą różnicą, że ja w pracy nie mam za bardzo nic do roboty, ale i tak codziennie siedzę godzinę dłużej. Dobrowolnie!
Dziś Dzień Babci, więc z tej okazji zamiast wina będzie wódka, a zamiast niemieckiego radia pstrykanie długopisem i wyrzuty czynione przez książkę, którą to niby miałam napisać. Poza tym, jak donosi gazeta: „Dyrektor muzeum Gross-Rosen przeprasza za pomysł darmowego Dnia Babci i Dziadka w obozie”.
Ot co można czynić zimą na zadupiu.
W TV 70-letnie Niemki robią szpagaty – naród stary ale krzepki!
Nadal nie wzrusza mnie Adele.
Lifestyle, lifestyle! – to teraz bardzo modne słowo. Ludzie piszą lajfstajlowe blogi, taka kasia tusk jak sobie kupi nową torebkę to pokazuje: patrzcie jaką mam ładną torebkę, ba! nawet demonstruje co wkłada do środka. I to jest właśnie lajfstajl! Moje teksty też są chyba takie trochę lajfstajlowe, taki lajfstajl na zadupiu.

niedziela, 2 października 2011

Kultura


Lubię moje odludzie. Jestem tu sama, a mam co robić właśnie dzięki temu, że to zadupie jakich mało. Mogę sobie pojeździć rowerem, połazić po bezdrożach, poleżeć z książką na zielonej trawce bez obaw, że przyczepi się jakaś łajza. Nie wiem tylko jeszcze jakie zajęcia znajdę sobie zimą, może będę codziennie chodzić nad morze i sprawdzać czy przypadkiem nie zamarzło i czy nie dałoby się pójść już do Dani. A w mieście to co bym robiła jako samotny obcokrajowiec? Szlajałabym się po szarych ulicach? Po centrach handlowych? Barach? W mieście to dopiero byłaby nuda! Tutaj mam swoją pustelnię i całkiem niezłe perspektywy aby zostać świętą, bo może i by się pogrzeszyło, ale nawet nie za bardzo jest jak i z kim. Po pięciu latach intensywnego „studiowania” przerzuciłam się na ascetyczny tryb życia, ale czadowo!
 Wczoraj liznęłam trochę kultury, a nawet można powiedzieć, że się tą kulturą nieźle obżarłam, bo za darmochę dostałam bilet na koncert orkiestry symfonicznej. Wszyscy w wieczorowych strojach, więc i ja założyłam wyjątkowo odświętne dżinsy, ani trochę nie wytarte i bez żadnej dziury. Na co dzień, kiedy czuję głód kultury, włączam sobie niemiecką TV. Dziś zaatakowała mnie informacją, że właśnie zaczął się Oktoberfest. Pokazali Bawarczyków w spodenkach do kolan i białych podkolanówkach, którzy radośnie pląsali dzierżąc w dłoniach kufle z piwem. Mnie również udzieliła się ta rozrywkowa atmosfera i zabiłam kilka komarów. Wczoraj natomiast próbowałam oglądać „How I Met Your Mother” z niemieckim dubbingiem po to, aby w mojej hagiografii były też jakieś wzmianki o umartwianiu się.