Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2012

Bolesne przeżycia


Przywiozłam sobie radio. Obiecałam, że będę słuchać niemieckich stacji celem nauki języka, dopóki nie pojawi się Rihana lub coś innego, na co stwierdzono u mnie poważną alergię. Niestety trafiłam na radio, w którym puszczają głównie jakieś niemieckie piosenki, a to nie daje mi odpowiedniego pretekstu do jego unieszkodliwienia szybkim, acz mocnym uderzeniem o ścianę. Na szczęście spikerzy w chwilach wolnych od niemieckiej muzyki mówią głównie o pogodzie, więc mogę szczycić się wysokim poziomem zrozumienia tekstów mówionych.

Dowiedziałam się, że ten wiatr i deszcz, z którymi mam tu od kilku dni do czynienia, to wichury szalejące w całym regionie i wiatr osiąga prędkość ponad 100 km/h. Wczoraj jechałam po pracy na zakupy, byłam w pobliżu wejścia na plażę, więc pomyślałam, że pójdę chociaż raz zobaczyć sztorm. Poświęcenie było niemałe, bo wysiadłam z auta pomimo przeziębienia, ciemności i kawałka lasu, w którym mogą być dziki i latające gałęzie. Przeszłam te 500 m lasu i już zaczęłam podejrzewać, że coś jest pod górkę, bo na parkingu wiatr urywa głowę, a w lesie nie nawet nie próbuje. Wyszłam na plażę, a tam ani śladu po jakiejkolwiek wichurze! Morze spokojnie sobie pluska jak gdyby nigdy nic, bez choćby najmniejszej fali, falki, faluni! Wróciłam więc na wietrzną stronę lasu, nieskalana żadną spadającą gałęzią, patykiem lub choćby szyszką, ani nawet nie obwąchana przez żadnego dzika.

Odwiedził mnie dziś Herr Dyrektor. Przyszedł, uścisnął dłoń, powiedział „dzień dobry” i wyszedł. Początkowo myślałam, że to może taki jakiś wyraz uprzejmości, szacunku i Bóg wie czego. Teraz dotarła do mnie brutalna prawda: on po prostu pomylił gabinety.

czwartek, 29 września 2011

Miesiąc na emigracji


Po miesiącu na obczyźnie nadal nie potrafię po niemiecku poprosić o podanie łyżki, ale za to znam takie pojęcia jak ładowarka przenośnikowa, kocioł parowy, suwnica czy turbina parowa przeciwprężna. Dali mi też ostatnio do przetłumaczenia tekst o pracy przymusowej Polaków podczas wojny – a niby to ja jestem złośliwa! Dalej było, że niemieccy robotnicy też wcale nie mieli wtedy tak dobrze i podali nawet konkretne sumy jakie zarabiali w przeliczeniu na euro. Chyba im powiem, że wieszanie takiej informacji w języku polskim nie ma większego sensu, bu u naszych rodaków podane kwoty zamiast współczucia, spowodują „ślinotok łapczywy”.
Wyspy mają to do siebie, że zazwyczaj są wyposażone w jakiś kawałek plaży. Mam więc i ja tutaj takową, na której w czasie wolnym mogę byczyć się do oporu. Abyście jednak nie myśleli, że wylądowałam w raju dodam, że Niemcy bardzo lubią kąpać się w morzu nago. Leżąc sobie zatem na plaży trzeba liczyć się z tym, że w każdej chwili może pojawić się jakiś stary, gruby, łysy Niemiaszek, radośnie wymachujący swoim fallusem. Gdybym była starą, grubą, pomarszczoną babą, zrewanżowałabym się równie mało estetycznym przedstawieniem, tylko bez fallusa.