czwartek, 4 października 2012

Malowanie

Dowiedziałam się, że przy moim zakładzie ma pracownię taki jeden Pan Artysta. Widziałam parę jego dzieł i już został moim idolem. Pomyślałam sobie, że może udałoby mi się jakoś z szefem zagadać, abym mogła czasem zamiast normalnej pracy, chodzić pomagać Panu Artyście. Chcąc urobić sobie grunt zaczęłam mówić, że ja to bym chciała spróbować kiedyś jakieś takie może bardziej artystyczne rzeczy porobić, nie wiem no, moze coś pomalować albo w drewnie wydłubać... Kierownikowi zaświeciły się oczy i krzyczy, że ależ proszę, wedle życzenia, mamy tu coś w sam raz dla ciebie, idziemy! Ucieszyłam się, zdawało mi się, że myślimy o tym samym i idziemy teraz do warsztatu Pana Artysty. Niestety się pomyliłam, ale tylko trochę, bo rzeczywiście dostałam coś do pomalowania: sto desek i cztery ławki.

środa, 3 października 2012

Enerdówek

W Niemczech dziś święto, więc i ja postanowiłam niemiecki dzień święty należycie święcić. W wyborze odpowiedniej metody pomogło mi słońce, które bezlitośnie wskazało cały kurz i wszystkie ptasie kupy znajdujące się na oknie i parapecie. Nucąc niemieckie pieśni zjednoczeniowe (są takie?) ochoczo usunęłam wszelkie nieczystości, by cieszyć się widokiem mojego przecudnej urody podwórka, lekko rozmazanego przez smugi, jakie zostały na szybie po wymyciu jej płynem do reflektorów samochodowych. Oglądany przez okno krajobraz tak mnie wzusza, że aż poniżej zamieszczam dwa zdjęcia:


To z kolei znaki, które stoją nieopodal - nie wiem czy ten z ręką jest uzupełnieniem tych wyżej i oznacza stanowczy zakaz wjazdu, czy może chodzi o zakaz grzebania w śmietnikach:

A tu jedna z niemieckich dróg - od razu można się poczuć bardziej swojsko!

wtorek, 18 września 2012

Robota wciąga

Znów sobie dziś poetycko pomyślałam podczas szlifowania deski, że ja szlifuję ją, a to drewno szlifuje mnie i nawet nie chodzi tu o to, że w końcu to ja panuję nad szlifierką, a nie ona nade mną. Z poezji jednak jak wiadomo tylko kpić potrafię, więc z kariery narodowego wieszcza raczej nici. Coraz bardziej mi się ta praca podoba. Stoję sobie, tnę drewno na 6-centymetrowe kołki taką jedną machiną piekielną, której już się jednak nie boję, szlifuję później końcówki, myślę co zrobię na obiad, co na blogu napiszę, co tam w życiu dody - bardzo przyjemna praca. Chodzę sobie cały dzień w bojówkach, które dotąd służyły mi jedynie do siedzenia przed telewizorem - teraz doceniam każdą z licznych kieszeni. Po arbajcie natomiast przebieram się za kobietę, bo nie ma to tamto - robota robotą, ale w drzwiach to mnie proszę przepuszczać przodem! Ogólnie rzecz biorąc zaczynam myśleć nad karierą rzemieślnika, pewnie mi z czasem przejdzie, ale jakby chciał mnie zatrudnić na dłużej jakiś cieśla, stolarz czy inny tartak to ja bardzo chętnie. Do wyższego wykształcenia nie przyznaję się tu nikomu, bo i po co im wiedzieć, że ja historyk - dopiero by się koledzy robotnicy śmiali! Niedawno zapytali ile mam lat. Odpowiedziałam, że mam tyle na ile wyglądam. Dali mi 19.

piątek, 14 września 2012

Pozłacana myśl nr 8

O znajomości języka obcego można mówić dopiero wtedy, gdy rozumiesz kiedy i dlaczego drą z ciebie łacha oraz umiesz się odpowiednio odgryźć.

środa, 12 września 2012

Koledzy

Kierownik dalej chory, więc siedzą wszyscy, fajki palą i patrzą znudzonym wzrokiem na stertę drewna czekającego aż ktoś coś z nim zrobi. Przyszedł gość zastępujący kierownika. Niby minę ma groźną i jest wystarczająco antypatyczny, kiedy burczy zamiast mówić normalnie, a jednak władza jego jest raczej niewielkich rozmiarów.
Rottweiler patrząc na bandę nierobów: - Czemu znowu nie pracujecie? 
Szczerbaty Rewiński podnosi wzrok i mówi smętnym tonem: - Ja bym popracował, ale koledzy mi nie pozwalają.
Owi koledzy patrzą po sobie i po kolei każdy: - Ja też bym popracował, ale ci koledzy...
Rottweiler podsumował to zrezygnowanym: - Ach so... - po czym opuścił plac zabaw. 

Prawdę powiedział Andrzej Stasiuk, pisząc, że Niemcy wschodni to brakujące ogniwo pomiędzy Słowianami a Germanami.

poniedziałek, 10 września 2012

Kiero dzieś se poszed

Nie było dziś Bohdana Smolenia (znaczy kierownika), więc robota w polskim stylu: jeden pracował, a pięcioro nas patrzyło. Ten co pracował to taka szczerbata wersja Janusza Rewińskiego. Gość ma tyle siły, że jak stuknął dwa razy pięścią to się cała paleta, której nijak nie szło rozmontować, rozleciała na kawałki w trymiga. Tak sobie szczerbaty Rewiński stukał młotkiem, najpierw zbijał rzeczy potrzebne, swoją robotę wykonywał, a jak mu się deski skończyły, zaczął wbijać gwoździe ot tak, byle gdzie. Ktoś mu mówi, że „co robisz? Materiał marnujesz”, a Rewiński spojrzał spod krzaczastych brwi i niby po niemiecku, ale jak Polak zapytał:
 - A bo to moje?