Dowiedziałam się, że przy moim zakładzie ma pracownię taki jeden Pan Artysta. Widziałam parę jego dzieł i już został moim idolem. Pomyślałam sobie, że może udałoby mi się jakoś z szefem zagadać, abym mogła czasem zamiast normalnej pracy, chodzić pomagać Panu Artyście. Chcąc urobić sobie grunt zaczęłam mówić, że ja to bym chciała spróbować kiedyś jakieś takie może bardziej artystyczne rzeczy porobić, nie wiem no, moze coś pomalować albo w drewnie wydłubać... Kierownikowi zaświeciły się oczy i krzyczy, że ależ proszę, wedle życzenia, mamy tu coś w sam raz dla ciebie, idziemy! Ucieszyłam się, zdawało mi się, że myślimy o tym samym i idziemy teraz do warsztatu Pana Artysty. Niestety się pomyliłam, ale tylko trochę, bo rzeczywiście dostałam coś do pomalowania: sto desek i cztery ławki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robota. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 4 października 2012
poniedziałek, 10 września 2012
Kiero dzieś se poszed
Nie
było dziś Bohdana Smolenia (znaczy kierownika), więc robota w polskim stylu:
jeden pracował, a pięcioro nas patrzyło. Ten co pracował to taka szczerbata
wersja Janusza Rewińskiego. Gość ma tyle siły, że jak stuknął dwa razy pięścią
to się cała paleta, której nijak nie szło rozmontować, rozleciała na kawałki w
trymiga. Tak sobie szczerbaty Rewiński stukał młotkiem, najpierw zbijał rzeczy
potrzebne, swoją robotę wykonywał, a jak mu się deski skończyły, zaczął wbijać
gwoździe ot tak, byle gdzie. Ktoś mu mówi, że „co robisz? Materiał marnujesz”,
a Rewiński spojrzał spod krzaczastych brwi i niby po niemiecku, ale jak Polak
zapytał:
- A bo to moje?
Subskrybuj:
Posty (Atom)